„ Miłość,
nienawiść, śmierć!
Trzy drogi w krainie łez!”
Burza nadchodziła z północy. Szliśmy żwawo, pomimo wiatru,
wzmagającego się z każdą chwilą. Uciekaliśmy. Byle dalej od Pałacu. Nie
pierwszy raz uciekałam. Zanim dołączyłyśmy z opiekunką do dromaderów uciekłyśmy
z wioski. Miałam pięć lat, ale takie rzeczy się pamięta. Zaczęło się od tego,
że nie usłuchałam kobiety i śpiewałam w sadzie piosenkę, której nauczyła mnie
dziewczynka z sąsiedztwa. Nikt nie był w stanie mnie usłyszeć. Jedynie drzewa,
które i tak milczały tam od lat. Niestety, mój dar i klątwa w jednym, upomniał
się o swoje. Krowy sąsiadów w oborze niedaleko miejsca gdzie przesiadywałam
przestały dawać mleko. Gospodarz obwiniał mnie. Miał rację. Ale pomimo tego, że
nikt mu nie uwierzył musiałyśmy wraz z opiekunką uciekać, gdyż mogli posądzić
nas o czarną magie i spalić na stosie. Kobiecie nie było przykro, była na mnie
zła, że jej nie posłuchałam.
Szliśmy
tak, aż zmierzch wygrał z dniem i burza gładziła okoliczne pola, strugami
życiodajnego deszczu. Postój zrobiliśmy na skraju lasu ukryci za kotarą liści i
konarów.
W deszczowe dni, takie jak te ja spałam w wozie Eleonory,
opiekunka w domku Neala a ten dzielił barak z Edetem. Elea miała długie brązowe
włosy, które co wieczór zaplatała w warkocz. Mi także plotła warkocze i
opowiadała historię na dobranoc. Tak naprawdę nigdy nie czułam się za dorosła
na opowieści. Zwłaszcza te Eleonory. Były tak ciekawe, że nikt nie mógł się im
oprzeć.
- I choć księciu, nie było dane dożyć tej chwili, wiedział
już wtedy, że wszyscy będą szczęśliwi. Koniec.
- Bardzo ładnie.
- Dziękuję. – Elea uśmiechnęła się życzliwie i położyła się
naprzeciw mnie.
- Jak myślisz, czy król będzie nas ścigał?
- Nie, nie sądzę. Będą się bali. Ale oto będziesz musiała
spytać Edeta.
- Tak zrobię.
- No, a teraz śpij.
- Dobranoc.
- Dobranoc, Sealy.
Następnego ranka obudził mnie hałas na zewnątrz. Spojrzałam
na posłanie Eleonory. Było puste. Włożyłam na siebie płaszcz i wybiegłam. Gdy
otworzyłam drzwi spojrzenia wszystkich skupiły się na mnie. Mówiąc wszystkich
miałam na myśli moich współ towarzyszy i… no właśnie, kogo?
- Sal! To pułapka! Śpiewaj! Nie mamy, wyjścia, śpiewaj! –
krzyczała opiekunka.
- Słyszałaś, głupie dziecię?! Śpiewaj! – tym razem był to
Neal. Cała czwórka stała związana. Obok
nich sterczała grupa bandytów, którzy
prawie dusili się ze śmiechu. Tego była za wiele.
- Co was tak bawi? – spytałam skupiając się by mój wzrok był
jak najbardziej wyzywająco- grożący.
- Zadałam wam p y t a n i e . – tym razem zdębieli całkiem.
Nie chcąc już tracić czasu po prostu pomyślałam o muzyce, o sadzie o wszystkim
co kochałam. I tak z moich ust wydobył się dźwięk…
- …A dźwięk ten poruszył ziemię i zatrzęsła się ona.
Poruszył też drzewa i szumieć zaczęły złowrogo. Poruszył też serca wybrane, w
które strachu tchnął promienie. I zlękli się zbóje, w popłochu uciekli i nie
wrócili… - tak głosić będą wszystkie historie. Edet uśmiechnął z satysfakcją.
- Myślisz, że ktoś w to uwierz?
- Dlatego musimy pokładać nadzieję w wiarygodność Neala.
Pójdzie do najbliższej wioski i opowie jak to zmierzyłaś się sam na sam z bandą
rabusiów, za broń mając jedynie śpiew.
- Będziemy bezpieczniejsi, jeśli historia Nuciarki rozniesie
się po świeci.
- To znaczy, że od teraz, będziemy żyć długo i szczęśliwie?
Że to już koniec?
- Nie. To dopiero początek.
Koniec cz. III
Masz świetnego bloga, bardzo podobają mi siętwoje opowiadania. Masz świetną wyobraźnię, bardzo podoba mi się pomysł z Tą nuciaką. Dodaję się do obserwatorów i czekam na kolejne opowiadania.
OdpowiedzUsuń