Nazywam się Ridley i
postanowiłam podzielić się z innymi wspomnieniami z lat młodości w których dużą
rolę odegrały moje przyjaciółki. Alexis, Mag oraz Katerin. Alexis, prawdziwa altruistka. Mag wojowniczka jakich mało,
lekko zakręcona ale można było na niej polegać. Kate miłośniczka zwierząt i
dużych i małych, też normalna nie był ale pod tym względem wszystkie byłyśmy
podobne. Ja… no cóż. Niczym się nie wyróżniałam. No, może poza tym, że
miałam całą masę szalonych planów ale i tak na pomysł naszej bandy wpadła Kate. Tak, miałyśmy nawet własną bandę. Klub
Srebrnej Podkowy, w skrócie K.S.P. Na razie opowiem wam o czarnych charakterach
tej historii ( no bo każda takowe posiada ). Na pierwszy ogień idzie tutaj
babcia Mag. Stara kombinatorka, wszędzie musiała wetknąć nochala i bez przerwy
narzekała. Chyba do drugiej klasy gimnazjalnej, odprowadzała ze szkoły do domu
swą kochaną wnuczkę czym nas strasznie wnerwiała ( najbardziej rzecz jasna Margaret ). Później
było jeszcze parę wrednych typków ze szkoły podstawowej ale w gimbazie jak się
wtedy mawiano nie zabrakło debili. Co do rodziny to dopowiem jeszcze, że Alexis miała dwóch braci starszego i młodszego ( na
szczęście o ile wiem nie sprawiali jej wtedy zbytnio problemów).
Teraz gdy już wszystko
wiecie ( może nie wszystko ale na razie tyle wam musi wystarczyć ) mogę przejść
do tak zwanej treści właściwej. No więc, gdy tylko założyłyśmy KSP zaczęłyśmy
kombinować. Najpierw szukałyśmy bazy w której mogły byśmy poczuć się jak w
prawdziwej kryjówce. Niestety po żmudnym przeglądzie miejsc ewentualnych nic
nie wymyśliłyśmy bo wszystkie mieszkałyśmy dość daleko od siebie. Dopiero potem
udało się coś wymyślić choć i tak łatwo nie było… Największa heca była w
wakacje lub też ( rzadko ale jednak ) na szkolnych wycieczkach. Pierwsza z
takich naszych „większych akcji” przydarzyła nam się na samym początku
pierwszej klasy na jednej z dwudniowych wycieczek z klasą. Miałyśmy wtedy
takiego jednego George’ego w szkole. Głupi był jak but, ale żeby nam dokuczyć
zawsze odpalał te swoje trybiki w czaszce ( no mózgiem to tego nazwać nie można
było ). Bądź co bądź opowiem wam tą ( i
jeśli będziecie chcieli ) jeszcze parę innych historii Jeźdźców Szlachetnego
Rumaka ( tak o sobie wtedy mówiłyśmy ). No, to co? Jedziemy z tym koksem!
Mały
wyskok
Blade promyki
słońca prześwitywały przez zasłony. Na korytarzu słychać było już krzyki i
śmiechy, a z dworu do pomieszczenia wpadało dość ciepłe powietrze, choć było
jeszcze grubo przed ósmą. Trzy, zaspane dziewczyny mrużyły oczy kiedy odsuwałam
zasłony. Nasz pokuj mieścił się na parterze więc miałyśmy dobry widok na łąkę
przed ośrodkiem. Katerin zwlokła się z łóżka i pomaszerowała do łazienki, zaś
mi pozostało budzenie Mag. Swoją drogą dość nie wdzięczna robota. Nie spóźni
się na śniadanie ale mi…
-Ej no! Nie, odłóż tą poduszkę.
Słyszysz? Odłóż ale już… - jedna poduszka poleciała i cudem minęła moją głowę.
– Kate, ratuj! Ona robi zamach na moje życie. I to z miśkiem w dłoni. Wychodź,
że!
-Jeleniu, dziewczyny, czy
naprawdę zawsze kiedy wychodzę chociaż na minutę wy musicie się kłócić? –
dziewczyna wciąż walcząc z paskiem i jedną sznurówką wyskoczyła z łazienki. Ja
wykorzystując chwilę wyminęłam jeszcze szalejącą Margaret i wbiegłam prędko do
toalety.
-A czy ja coś mówię?
-Nie, krzyczysz. Ubierz się bo
spóźnimy się na śniadanie. A tak w ogóle czy ktoś wie co pani BooRey
zaplanowała na dziś? Bo wiecie, tam za ośrodkiem widziałam jezioro. Jak
myślicie, pójdziemy tam?
-Wątpię, z tego co słyszałam
idziemy na jakieś pochody.
-Ta. Chyba pierwszo majowe. A jak
już to na podchody, Mag. – Fru, i jedna poduszka poleciała w moją stronę.
W jadalni przy stole siedzieli
wyłącznie nauczyciele więc skoro przyszłyśmy pierwsze mogłyśmy wybrać sobie
dowolne miejsce. Po jakimś czasie kiedy wszyscy przyszli a część zdążyła już
nawet wrócić do pokoi i my udałyśmy się w tamtą stronę. Wyjęłam klucz włożyłam
w dziurkę i przekręciłam. Wpuściłam dziewczyny przodem. Rzuciłam się na łóżko i
leżałam. Mag, Al i Kate grały w karty.
Nagle usłyszałyśmy przekręcanie kluczyka w drzwiach i jak jeden mąż rzuciłyśmy
się ku drzwiom.
-Zamknięte! – stęknęła Mag.
-I co teraz? – spytała Margaret
patrząc jeszcze z zapytaniem na Kate .
-Nic. Poczekamy aż wszyscy będą
wychodzić i zaczniemy krzyczeć. Ktoś nam w końcu otworzy.
-O ile ten cymbał nie wziął
klucza. – stwierdziła rzeczowo Katerin.
-Ja nie mam zamiaru tu czekać. –
powiedziałam. – w łazience jest duże okno my mieszkamy na parterze a jeśli
wemkniemy się z powrotem po cichu do pokoju, chłopacy pomyślą że nas tu w ogóle
nie było i że ich plan nie wypalił. – odpowiedziałam poczym chwyciłam bluzę i
wyskoczyłam przez okno.
-Nic ci nie jest? – spytały
dziewczyny wychylając się przez okno.
-Nie, nic. Skacie, tylko cicho. -
na dworze zaczęło się robić szarawo. Od rana nie zanosiło się na deszcz ale
teraz pogoda najwyraźniej zmieniła plany. Musiałyśmy się pośpieszyć bo jeśli
ktoś przyłapałby nas zmoczone do suchej nitki to nasz plan spełzł by na niczym.
-No to co teraz? –spytała Alexis
kiedy już wszystkie byłyśmy na zewnątrz. -Teraz musimy wślizgnąć się do
ośrodka, zakraść się do pokoju i…
-Dwa pytania. Po pierwsze co
jeśli drzwi do budynku są zamknięte, a po drugie klucz mógł już ktoś wziąć.
-To prawda. Lepiej sprawdźmy czy
tam wejdziemy, jeśli nie poprosimy w recepcji o zapasowe. –zaproponowałam
-No to do dzieła która idzie
pierwsza? –wszystkie oczy zwróciły się w stronę Katerin
-Co, znowu ja? –dziewczyna
przewróciła oczami i pomaszerowała ku drzwiom.
-Otwarte. –szepnęła prawie
bezgłośnie. –O, nie! – syknęła i prawie natychmiast się wycofała pociągając za
sobą koleżanki.
-Co jest?
-Chłopacy tam stoją!
-No to przerąbane… -stwierdziłam.
-Nie koniecznie. Może zróbmy tak.
Jedna z nas zapuka w drzwi, chłopcy wyjrzą na zewnątrz a my się wślizgniemy.
-I zamkniemy za sobą!
-Oj... to by było perfidne… Ale
co tam. Wchodzę w to! –zgodziła się Margaret.
-Ja też o ile nie będę
wykonawczynią tego waszego super planu. –Stwierdziła Kate
-Nic się nie bój teraz pójdzie
Alexis
-Ubezpieczajcie tyły. –szepnęła i
pomachała ręką na znak że mamy się schować za róg.
-Ej! Ofermy! Wyłaźcie! –krzyknęła
tubalnym głosem i wycofała się za drzwi.
-Co jest? Kto to był? – chłopacy
wybiegli z dość inteligentnymi minami.
-Chodźcie. –wyczytałyśmy z jej
ruchu warg i podeszłyśmy do niej. Ja jak zwykle wparowałam tam ostatnia i
zatrząsnęłam za sobą drzwi słysząc już tylko jak chłopacy wpadli akurat w drzwi
jeszcze przed chwilą otwarte na oścież.
-No to teraz do pokoju!
–pisnęłyśmy z radości i w podskokach wróciłyśmy do siebie.
Tak
zakończyła się nasza pierwsza akcja w której dopiekłyśmy chłopakom. Parę
miesięcy później miałyśmy przygody w niewielkiej j miejscowości w której moi
rodzice mieli niewielki domek letniskowy. Przyjechałyśmy wtedy całą czwórką.
Jak wspominałam nasz domek był mały, tak mały, że nie pomieściłybyśmy się w
domu i spałyśmy pod namiotem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz