niedziela, 29 grudnia 2013

Klub Srebrnej Podkowy

Nazywam się Ridley i postanowiłam podzielić się z innymi wspomnieniami z lat młodości w których dużą rolę odegrały moje przyjaciółki. Alexis, Mag oraz Katerin. Alexis, prawdziwa altruistka. Mag wojowniczka jakich mało, lekko zakręcona ale można było na niej polegać. Kate miłośniczka zwierząt i dużych i małych, też normalna nie był ale pod tym względem wszystkie byłyśmy podobne. Ja… no cóż. Niczym się nie wyróżniałam. No, może poza tym, że miałam całą masę szalonych planów ale i tak na pomysł naszej bandy wpadła Kate. Tak, miałyśmy nawet własną bandę. Klub Srebrnej Podkowy, w skrócie K.S.P. Na razie opowiem wam o czarnych charakterach tej historii ( no bo każda takowe posiada ). Na pierwszy ogień idzie tutaj babcia Mag. Stara kombinatorka, wszędzie musiała wetknąć nochala i bez przerwy narzekała. Chyba do drugiej klasy gimnazjalnej, odprowadzała ze szkoły do domu swą kochaną wnuczkę czym nas strasznie wnerwiała ( najbardziej rzecz jasna Margaret ). Później było jeszcze parę wrednych typków ze szkoły podstawowej ale w gimbazie jak się wtedy mawiano nie zabrakło debili. Co do rodziny to dopowiem jeszcze, że Alexis miała dwóch braci starszego i młodszego ( na szczęście o ile wiem nie sprawiali jej wtedy zbytnio problemów). 
Teraz gdy już wszystko wiecie ( może nie wszystko ale na razie tyle wam musi wystarczyć ) mogę przejść do tak zwanej treści właściwej. No więc, gdy tylko założyłyśmy KSP zaczęłyśmy kombinować. Najpierw szukałyśmy bazy w której mogły byśmy poczuć się jak w prawdziwej kryjówce. Niestety po żmudnym przeglądzie miejsc ewentualnych nic nie wymyśliłyśmy bo wszystkie mieszkałyśmy dość daleko od siebie. Dopiero potem udało się coś wymyślić choć i tak łatwo nie było… Największa heca była w wakacje lub też ( rzadko ale jednak ) na szkolnych wycieczkach. Pierwsza z takich naszych „większych akcji” przydarzyła nam się na samym początku pierwszej klasy na jednej z dwudniowych wycieczek z klasą. Miałyśmy wtedy takiego jednego George’ego w szkole. Głupi był jak but, ale żeby nam dokuczyć zawsze odpalał te swoje trybiki w czaszce ( no mózgiem to tego nazwać nie można było ). Bądź co bądź  opowiem wam tą ( i jeśli będziecie chcieli ) jeszcze parę innych historii Jeźdźców Szlachetnego Rumaka ( tak o sobie wtedy mówiłyśmy ). No, to co? Jedziemy z tym koksem!
Mały wyskok
Blade promyki słońca prześwitywały przez zasłony. Na korytarzu słychać było już krzyki i śmiechy, a z dworu do pomieszczenia wpadało dość ciepłe powietrze, choć było jeszcze grubo przed ósmą. Trzy, zaspane dziewczyny mrużyły oczy kiedy odsuwałam zasłony. Nasz pokuj mieścił się na parterze więc miałyśmy dobry widok na łąkę przed ośrodkiem. Katerin zwlokła się z łóżka i pomaszerowała do łazienki, zaś mi pozostało budzenie Mag. Swoją drogą dość nie wdzięczna robota. Nie spóźni się na śniadanie ale mi…
-Ej no! Nie, odłóż tą poduszkę. Słyszysz? Odłóż ale już… - jedna poduszka poleciała i cudem minęła moją głowę. – Kate, ratuj! Ona robi zamach na moje życie. I to z miśkiem w dłoni. Wychodź, że!
-Jeleniu, dziewczyny, czy naprawdę zawsze kiedy wychodzę chociaż na minutę wy musicie się kłócić? – dziewczyna wciąż walcząc z paskiem i jedną sznurówką wyskoczyła z łazienki. Ja wykorzystując chwilę wyminęłam jeszcze szalejącą Margaret i wbiegłam prędko do toalety.
-A czy ja coś mówię?
-Nie, krzyczysz. Ubierz się bo spóźnimy się na śniadanie. A tak w ogóle czy ktoś wie co pani BooRey zaplanowała na dziś? Bo wiecie, tam za ośrodkiem widziałam jezioro. Jak myślicie, pójdziemy tam?
-Wątpię, z tego co słyszałam idziemy na jakieś pochody.
-Ta. Chyba pierwszo majowe. A jak już to na podchody, Mag. – Fru, i jedna poduszka poleciała w moją stronę.
W jadalni przy stole siedzieli wyłącznie nauczyciele więc skoro przyszłyśmy pierwsze mogłyśmy wybrać sobie dowolne miejsce. Po jakimś czasie kiedy wszyscy przyszli a część zdążyła już nawet wrócić do pokoi i my udałyśmy się w tamtą stronę. Wyjęłam klucz włożyłam w dziurkę i przekręciłam. Wpuściłam dziewczyny przodem. Rzuciłam się na łóżko i leżałam.  Mag, Al i Kate grały w karty. Nagle usłyszałyśmy przekręcanie kluczyka w drzwiach i jak jeden mąż rzuciłyśmy się ku drzwiom.
-Zamknięte! – stęknęła Mag.
-I co teraz? – spytała Margaret patrząc jeszcze z zapytaniem na Kate .
-Nic. Poczekamy aż wszyscy będą wychodzić i zaczniemy krzyczeć. Ktoś nam w końcu otworzy.
-O ile ten cymbał nie wziął klucza. – stwierdziła rzeczowo Katerin.
-Ja nie mam zamiaru tu czekać. – powiedziałam. – w łazience jest duże okno my mieszkamy na parterze a jeśli wemkniemy się z powrotem po cichu do pokoju, chłopacy pomyślą że nas tu w ogóle nie było i że ich plan nie wypalił. – odpowiedziałam poczym chwyciłam bluzę i wyskoczyłam przez okno.
-Nic ci nie jest? – spytały dziewczyny wychylając się przez okno.
-Nie, nic. Skacie, tylko cicho. - na dworze zaczęło się robić szarawo. Od rana nie zanosiło się na deszcz ale teraz pogoda najwyraźniej zmieniła plany. Musiałyśmy się pośpieszyć bo jeśli ktoś przyłapałby nas zmoczone do suchej nitki to nasz plan spełzł by na niczym.
-No to co teraz? –spytała Alexis kiedy już wszystkie byłyśmy na zewnątrz. -Teraz musimy wślizgnąć się do ośrodka, zakraść się do pokoju i…
-Dwa pytania. Po pierwsze co jeśli drzwi do budynku są zamknięte, a po drugie klucz mógł już ktoś wziąć.
-To prawda. Lepiej sprawdźmy czy tam wejdziemy, jeśli nie poprosimy w recepcji o zapasowe. –zaproponowałam
-No to do dzieła która idzie pierwsza? –wszystkie oczy zwróciły się w stronę Katerin
-Co, znowu ja? –dziewczyna przewróciła oczami i pomaszerowała ku drzwiom.
-Otwarte. –szepnęła prawie bezgłośnie. –O, nie! – syknęła i prawie natychmiast się wycofała pociągając za sobą koleżanki.
-Co jest?
-Chłopacy tam stoją!
-No to przerąbane… -stwierdziłam.
-Nie koniecznie. Może zróbmy tak. Jedna z nas zapuka w drzwi, chłopcy wyjrzą na zewnątrz a my się wślizgniemy.
-I zamkniemy za sobą!
-Oj... to by było perfidne… Ale co tam. Wchodzę w to! –zgodziła się Margaret.
-Ja też o ile nie będę wykonawczynią tego waszego super planu. –Stwierdziła Kate
-Nic się nie bój teraz pójdzie Alexis
-Ubezpieczajcie tyły. –szepnęła i pomachała ręką na znak że mamy się schować za róg.
-Ej! Ofermy! Wyłaźcie! –krzyknęła tubalnym głosem i wycofała się za drzwi.
-Co jest? Kto to był? – chłopacy wybiegli z dość inteligentnymi minami.
-Chodźcie. –wyczytałyśmy z jej ruchu warg i podeszłyśmy do niej. Ja jak zwykle wparowałam tam ostatnia i zatrząsnęłam za sobą drzwi słysząc już tylko jak chłopacy wpadli akurat w drzwi jeszcze przed chwilą otwarte na oścież.
-No to teraz do pokoju! –pisnęłyśmy z radości i w podskokach wróciłyśmy do siebie.


Tak zakończyła się nasza pierwsza akcja w której dopiekłyśmy chłopakom. Parę miesięcy później miałyśmy przygody w niewielkiej j miejscowości w której moi rodzice mieli niewielki domek letniskowy. Przyjechałyśmy wtedy całą czwórką. Jak wspominałam nasz domek był mały, tak mały, że nie pomieściłybyśmy się w domu i spałyśmy pod namiotem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz