wtorek, 22 kwietnia 2014

Just be. P.S Carmen - cz. I

Bądź co bądź, wtorki to nie są moje ulubione dni. A Patrik, żyje i ma się dobrze. Po pierwszym razie ze ścianą i dał sobie spokój z Parkourem. I dobrze. Ja za to pomimo zakazu trochę ćwiczę. O co więc to całe zamieszanie? O to, że oskarżają mnie o próbę zabójstwa tego dzieciaka. Stąd kurator i nienawiść do wtorków.
            Teraz siedzę tu, na wprost Ady, i opowiadam, o swoim błogim dzieciństwie ( kobieta wybrała zły zawód skoro chce się bawić w terapeutę).
- Co więc masz do czternastolatków? Z tego co mi tu opowiadasz wynika, że nie doznałaś wówczas żadnej traumy – no nareszcie kobieta skumała!! – Powiedz mi w takim razie. Dlaczego go zepchnęłaś? – albo i nie.
- Nie zepchnęłam go! Mówię po raz kolejny! Sam skoczył. – przez moment Adrianna pisze coś w swoim kajeciku i nagle przerwa gdy do naszego pokoju-rozmów wchodzi jakiś mężczyzna ubrany w garnitur z plikiem kartek i teczek.
- Pani Svanowic, mogę prosić na słówko? – kuratorka odkłada notes i wychodzi za facetem na korytarz. Ciekawe, co tam o mnie nabazgrała. Może lepiej nie wiedzieć? Może nie pisze nic o mnie tylko planuje remont mieszkania? Każe mi się otwierać przed sobą opowiadać o przeszłości a tym czasem zastanawia się, czy ten pastelowy wzór tapicerki będzie pasował do wykładziny w kiblu na piętrze…
- Tak, dziękuje za propozycje ale nie sądzę, żeby to chwilowo był dobry pomysł. Taką możliwość trzeba było by również przedyskutować z psychologiem… Oczywiście, że rozumiem… - docierają do mnie jedynie odpowiedzi Adrianny przez niedomknięte drzwi. – Dobrze. Porozmawiam z nią. – wlepiam w nią wyczekująco wzrok.
- I? – pytam.
- Słucham? – kobieta odwzajemnia spojrzenie jakby udając że cały czas tu siedziała.
- Rozmawiała pani z tamtym kolesiem na korytarzu a ja pytam o co chodziło? – nigdy nie lubiłam owijać w bawełnę. Życie to nie przędzalnia.
- Ach, tak. Ale to może kiedy indziej, wróćmy do naszej rozmowy…
- Nie. Nie do póki mi pani nie powie. Chodziło o mnie prawda? – widać jej złość i frustracje. Nie ma odwrotu, już nie zmieni tematu.
- Chodziło o twoją współpracę z policją. – odpowiada bez ogródek. – Dyrekcja jest pod nie małym wrażeniem twojej inteligencji i umiejętności działania w terenie. Oczywiście, na początku będziemy musieli porozmawiać z twoimi  rodzicami i przebadać cię w wielu testach psychologicznych… - Ada mówi dalej ale ja już nie słucham. Moje IQ i całą resztę przebadali podczas sprawdzania, czy czasem nie jestem stuknięta. Więc cała reszta mnie nie interesuje. Najważniejsze już wiem. Mogę legalnie wrócić na dachy.
- Kiedy?
- Słucham? – zdziwiona patrzy na mnie spod swoich długich rzęs.
- Od kiedy będę mogła zacząć?
- Kiedy wszyscy się zgodzą. Będę musiała porozmawiać z…
- A wtedy?
- Wtedy będziemy rozmawiać. A na dziś to wszystko dziękuję.
- Ale…
- To wszystko. – Adrianna wstaje i odprowadza mnie do drzwi. – Odezwę się jeszcze. Obiecuję.
Wracam do domu i tylko jedna myśl, krąży mi po głowie. Gdy już przyjmą mnie do policji przymkną oko na moje wygłupy i będę mogła wrócić do Grupy. To jeszcze nic pewnego ale mogę chociaż im o tym powiedzieć… Wracam do gry.

                                                          Koniec cz.I

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Just be. P.S Carmen - Prolog

„Carmen – mówią – Carmen, nie mów tak. Nie rób tak. Nie żyj tak.”
Co ja na to? Po prostu uciekam. Mówią też, że nie potrafię stawić czoła światu. Ale ja robię to co dnia.
            Zacznę od początku. To mój koniec. Umieram i walczę ze światem każdego dnia. Nie dosłownie umieram. Ale coś we mnie umarło. Nie rozumiesz? Nie oceniaj, poznaj całą historię.
            Świat się zakołysał, zachwiał. Wypadł z toru. A ja wciąż nie potrafię wrócić do gry.

To że, się zgubiłam wiedzą wszyscy. Ale nie zawsze tak było. Świat wie od pół roku. Depresja wie od roku. Co mi jest? Zabrano mi to co kochałam. Sport. Było moim życiem. Jest różnica między tym co jest twoim życiem a co wypełnia twoje życie. Perkour wypełniał każdy mój dzień. Teraz każdy pierwszy wtorek miesiąca wypełnia moja kuratorka. Plisowana spódnica, trykotowy podkoszulek i koszula w stylu ‘właśnie wstałam z łóżka’. Myśli, że jest cool. Wygląda żałośnie. Na tyle żałośnie, że jej tego nie mówię. Jestem ponad to. Byle do środy. Adrianna – bo tak się nazywa moja kuratorka uważa, że powinnam, znaleźć sobie prawdziwy sport. Ale nie ma nic prawdziwszego kiedy biegniesz po dachu czujesz wiatr i dym z kominów. Wiesz, że pod tobą, znajdują się ludzie nie świadomi tego jak może być świetnie. Ale, ja musiałam mieć oczywiście wpadkę. Wszystko przez tego gówniarza, który się przyczepił. Gdyby nie walnął czołem w tamtą ścianę ja wciąż mogła bym mieć cały świat w dupie i robić swoje. Ale nie. Zachciało mi się kursów dla nieletnich. W sumie sama jestem nie letnia.


* podobało się? gotowi na dalszą część? 
Eliz.

Wielki powrót !!!!!!!

Po dłuższej nie obecności ( znacznie dłuższej ale sztuka wymaga czasu ) wracam. z nowym opowiadanie. Czy się spodoba nie wiem. Mam nadzieję że tak. nie jest fantasy ani si-fi ale i tak liczę na wasz entuzjazm !!!