Dawno, dawno temu… no może trochę wcześniej, za
górami, za lasami… no może nie tak daleko, żyła sobie macocha. Z tytułu i
charakteru. Macocha miała trzy córki w tym jedną pasierbicę. Jej ojciec zmarł
śmiercią straszną. Obudził się w złym miejscu o złym czasie i zobaczył swą żonę
bez makijażu. Niestety, to był zawał. Mężczyzna zginął na miejscu.
Wracając
do macochy. Powiedzmy sobie szczerze. Nie była to kobieta urodziwa ani
specjalnie błyskotliwa, dość rozrzutna bo willa popadała w ruinę. Za to na
córki wydawała majątek. Co do małej sierotki Jule zwanej również Kopciuszkiem,
muszę przyznać jej żywot nie malował się w różowych barwach. Od śmierci jej
ojca była na każde skinienie M&S, ( macochy i sióstr) zajmowała się
gospodarstwem, sprzątała, gotowała, no po prostu pełen pakiet. Mimo wszystko
Jule zawsze była pogodna i znosiła wszystko z melodią na ustach…
Każdego czwartkowego popołudnia, kiedy
macocha i jej córki wychodziły Kopciuszek zostawał sam z masą pracy. Oczywiście
pomagały jej słodkie zwierzątka, które wylizywały talerze do czysta prały
ubrania w rzece i zamiatały podłogę puszystymi ogonkami… Taka jest wersja dla
dzieci ale ja i tak podejrzewam ją o firmę sprzątającą, bo dziczyznę to ona
jadała na kolację. Bądź co bądź gdy tylko miała wolne, dziewczyna wychodziła do
ogrodu i tam przy płocie spędzała czas na rozmowie z zaprzyjaźnionym
ogrodnikiem sąsiadów, Coinem. Był to chłopak o blond włosach, zielonych oczach
i dość „interesującym” wyrazie twarzy. Wszystkie swe nie doskonałości zdawał
się rekompensować poczuciem humoru, spokojnym uosobieniem i ogólnie urokiem
osobistym. Jule każdą wolną chwilę spędzała właśnie z nim. Chodź nie zawsze
gdyż bywały i takie dni kiedy wolała towarzystwo siedmiu zabieganych karłów i
Śnieżki, która po latach błogiego spokoju przypominała białą bezę. Pewnego dnia
przybył jeden z dworzan Króla z informacją, iż wszystkie panny na wydanie mają
stawić się nazajutrz na balu na, którym Książę wybierze sobie żonę. W tymże
dniu kiedy przybył posłaniec M&S nie było znów w domu. Kopciuszek nie była specjalnie
wredna ani mściwa lecz gdy nadarzała się okazja by im zrobić na złość zwykle
jej nie przepuszczała. Tym razem postanowiła, że nie będzie niepokoić macochy i
pojedzie sama…
Następnego
dnia miał odbyć się owa impreza na który przybyć miały damy z czterech stron
świata. Jule gdy tylko M&S zasnęły
pobiegła by przyszykować karocę i wóz niestety, uświadomiła sobie, że nie ma
sukni, no a przecież w tej nie pojedzie. Zapłakana i zawiedziona Kopciuszek
pobiegła na grób ojca by wyżalić się nocy…
Nagle, mad jej
głową coś zaszeleściło, zabłyszczało i jej oczom ukazała się młoda, jasnowłosa
dziewczyna z pełnym makijażem. W ręku dzierżyła purpurową różdżkę a zza ramion
wychylała się para skrzydeł.
- ktoś ty? –zaskoczony Kopciuszek podniosła oczy na
istotę siedzącą na drzewie po turecku.
- Diana, twoja najlepsza Dobra Wróżka, we własnej
osobie a ty pewnie jesteś Jule?
- tak, tyle, że ja myślałam, że dobra wróżka jest
starsza –przyznała
- ach te stereotypy… ciotka nie mogła się zjawić.
–dziewczyna sfrunęła z drzewa i zmierzyła klientkę wzrokiem. –jaki masz rozmiar
złotko? No bo wiesz, nie wypada się spóźnić, prawda?
- o czym ty mówisz? –spytała zaskoczona
- jak to o czym. O balu ma się rozumieć! No ale widzę,
że ktoś tu niema kiecki, hę? –po tych słowach zamachnęła się różdżką i po
chwili stała przednią ta sama Jule w zupełnie nowej przepięknej
czerwono-zielonej sukni z motywem arbuza. –podoba się?
- tak, nawet bardzo, dziękuje ale teraz już muszę
lecieć bo się spóźnię a nie wypada. –Kopciuszek uśmiechnęła się do Diany
porozumiewawczo i pobiegła ku karocy.
- Jule! – krzyknęła –zapomniała bym. Pamiętaj, wróć
przed północą dałam ci w prezencie woźnicę ale jest płacony do pierwszej ale
musi cie jeszcze przywieść z powrotem.
- dzięki! – po tych słowach dziewczyna zatrzasnęła
drzwi i ruszyli.
Na
dziedzińcu gromadziły się już tłumy. Jule wędrowała korytarzami aż doszła do wielkiej Sali
balowej gdzie po zaanonsowaniu zeszła szerokimi marmurowymi schodami. I właśnie
wtedy on ją ujrzał. Dziewczynie wydawało się, że dosłownie do niej płynie.
Nagle stanął, ukłonił się i… uśmiechnął. Nie wiedziała gdzie spojrzeć. Co
przystanek to ząb.
Szczerze?
Jeszcze nigdy nie widziałam żeby ktoś tak szybko biegał w dziewięcio centymetrowych szpilkach. No ba, a były od Gucciego. Kiedy kopciuszek
dotarła do karocy sama usiadła za sterem i popędziła konie na wszelki wypadek,
gdyby czasem Księciuniowi wpadło do
głowy by ją czasem gonić.
Epilog
O swoim wyjściu nikomu nigdy nie mówiła. Po paru
miesiącach Coin poprosił Jule o rękę i razem uciekli do dalekiej rodziny
Kopciuszka, a wszyscy żyli długo i szczęśliwie! ( oprócz macochy i wrednych
sióstr).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz