Dwa lata później.
Czy żałuję? Tkwi we mnie pewne uczucie, nie określone
zresztą do pewnego stopnia ale… Nie, nie nazwała bym tego, żalem, tęsknotą czy
innym podobnym odczuciem. Jest to raczej… coś na kształt tego co czujemy po
zmianie, domu na większy, lub pracy nie lubianej na tą wymarzoną. Jesteśmy
szczęśliwi nowym otoczeniem ale wciąż nie możemy przyzwyczaić się do tego
nowego. Tak też teraz jest i ze mną. Nie mówię, że nie lubiłam swojej roli
ochroniarza-śpiewaczki ani, że nie kochałam tych ludzi. Byli dla mnie jak
rodzina. Której nigdy do końca nie poznałam. Wciąż nie wiem, kim n a p r a w d ę była moja opiekunka. Nie wiem, czy Neal mnie
tylko tolerował, czy lubił. Nie wiem nawet ile lat miał Edet. Pamiętam za to,
że Eleonora, uwielbiała morze, że nad morzem się urodziła i wychowywała. Wiem
także, że jej ojciec był kupcem a córki wyrzekł się zaraz po tym jak odkrył jej
talent. Za nią najbardziej tęsknię. Morał? Im bardziej kogoś poznajesz, tym
bardziej się do niego przywiązujesz.
Co jest
teraz? Teraz mam d o m . Ten prawdziwy.
Jak do tego doszło? No więc, żeby to wyjaśnić musiała bym cofnąć się pamięcią
do czasu o którym próbuję zapomnieć. Nie dla tego że jestem niewdzięczna. Ja
nie umiem, pamiętać o przeszłości i żyć teraźniejszością…
Po wielkiej
ucieczce z Pałacu i napaści rabusiów na nasze obozowisko, wyruszyliśmy w dalszą
podróż do miasta, Restly.
- Tu się rozstajemy. – powiedział Neal. – No Saeyl, musisz
zacząć żyć własnym życiem. Jesteś już dorosła a my starzy. Eleonora też nie
może cię niańczyć całe życie. – tak więc pożegnałam się ze wszystkimi, ale
kiedy Elea wtulała twarz w moje włosy, łzy skapywały z jej szklanych oczu, a
ona sama powiedziała mi jeszcze przed odejściem. – Pamiętaj, kim jesteś, co
potrafisz i kogo kochasz.
- A kim jestem? – spytałam.
- Moją przyjaciółką i siostrą zarazem.
- Siostrą? – Eleonora uśmiechnęła się do mnie.
- W naszych żyłach nie musi płynąć ta sama krew, wystarczy
że duchem jesteśmy takie same.
- Dziękuję. – szepnęłam
- Nie ma za co siostrzyczko. – odszeptuję.
- Czas na nas. – powiedział Iluzjonista. – Niech muzyka
nigdy nie gaśnie w twych uszach! – pożegnał się Neal.
- Żegnajcie. – po tych słowach odwróciłam się w swoją stronę
i ruszyłam na zamek. Tam szukałam pracy w kuchni, lub jako służąca. Lecz kiedy
minęłam bramę pałacową wzięto mnie tam za zaginioną księżniczkę. Nie
zaprzeczałam. Do czasu aż okazało się że owa księżniczka miała poślubić
tamtejszego księcia. Wtedy zaczęły się kłopoty.
- Ale ja naprawdę jestem tylko wędrowną śpiewaczką! –
tłumaczyłam.
- Ależ, proszę Panienki, Panienka uderzyła się w głowę i na
pewno nic nie pamięta. Spokojnie niech panienka odpoczywa niedługo sobie
przypomni. – służąca tego zamku była przemiłą aczkolwiek, mało rozgarniętą
osobą.
- Och! No oczywiście! Już sobie przypomniałam, możesz
odejść, dziękuję. – służąca dokładając do ognia nagle zaprzestała tamtej
czynności i spojrzała na mnie.
- Naprawdę?- spytała z zaskoczeniem.
- Tak już wszystko pamiętam. – musiałam się jakoś jej pozbyć
potem już tylko przez okno na dziedziniec i…
- Noż to cudownie! Ja w takim razie biegnę do księcia! Może
ślub się prędzej odbędzie?! – i wybiegła zostawiając mnie samą.
- No pięknie. Jeszcze tego mi brakowało. – szybko wyjrzałam
przez okno. – Droga wolna. – szepnęłam do siebie. Schodziłam ostrożnie
aczkolwiek w pośpiechu i to był mój błąd. Noga nie trafiając na gzyms
pośliznęła się a ja upadłam na ziemie jak długa. Nie żeby było wysoko. Ja
najzwyklej spadłam wprost pod nogi…
- Książę! Tutaj! Co za niespodzianka! – uśmiechnęłam się
najpiękniej jak umiałam.
- Witaj. Roksano, mam rację?
- No właśnie, wasza wysokość bo to długa historia… ja
wytłumaczę.
- Czy to długo potrwa? – książę uśmiechnął się szelmowsko.
- Nie, raczej… znaczy, tak, bardzo długo i…
- W takim razie zapraszam do mojej komnaty. Wszystko mi
opowiesz…
- Saeyl, Wasza Miłość… - księciu opowiedziałam caaałą moją
historię, od incydentu w Pałacu aż do tamtej chwili. Czemu aż tyle? Nie wiem.
Książę słuchał, ja mówiłam i tak to się potoczyło… Po tym jak mnie wysłuchał stałam się jego
wychowanką, podopieczną. Po nie całym roku zostałam jego królową. Zabawne, ale
czasem życie bywa bajką…
- Wasza Wysokość. – jeden ze służących ukłonił się nisko i
wszedł głębiej do Sali.
- Tak? – spytałam przerywając opowieść. – dzieci idźcie się
pobawić do ogrodu. – lokaj, poczekał aż dwójka chłopców wybiegnie radośnie na
zewnątrz.
- Przybyła, jakaś kobieta i prosi o audiencję, twierdzi, że
jest krewną Waszej Królewskiej Mości.
- A jak się nazywa? – moje serce zabiło mocniej.
- Eleonora.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz