poniedziałek, 30 grudnia 2013

Nuciarka cz. IV - Z dedykacją dla Agi :)

Dwa lata później.

Czy żałuję? Tkwi we mnie pewne uczucie, nie określone zresztą do pewnego stopnia ale… Nie, nie nazwała bym tego, żalem, tęsknotą czy innym podobnym odczuciem. Jest to raczej… coś na kształt tego co czujemy po zmianie, domu na większy, lub pracy nie lubianej na tą wymarzoną. Jesteśmy szczęśliwi nowym otoczeniem ale wciąż nie możemy przyzwyczaić się do tego nowego. Tak też teraz jest i ze mną. Nie mówię, że nie lubiłam swojej roli ochroniarza-śpiewaczki ani, że nie kochałam tych ludzi. Byli dla mnie jak rodzina. Której nigdy do końca nie poznałam. Wciąż nie wiem, kim  n a p r a w d ę  była moja opiekunka. Nie wiem, czy Neal mnie tylko tolerował, czy lubił. Nie wiem nawet ile lat miał Edet. Pamiętam za to, że Eleonora, uwielbiała morze, że nad morzem się urodziła i wychowywała. Wiem także, że jej ojciec był kupcem a córki wyrzekł się zaraz po tym jak odkrył jej talent. Za nią najbardziej tęsknię. Morał? Im bardziej kogoś poznajesz, tym bardziej się do niego przywiązujesz.
            Co jest teraz? Teraz mam  d o m . Ten prawdziwy. Jak do tego doszło? No więc, żeby to wyjaśnić musiała bym cofnąć się pamięcią do czasu o którym próbuję zapomnieć. Nie dla tego że jestem niewdzięczna. Ja nie umiem, pamiętać o przeszłości i żyć teraźniejszością…
            Po wielkiej ucieczce z Pałacu i napaści rabusiów na nasze obozowisko, wyruszyliśmy w dalszą podróż do miasta, Restly. 
- Tu się rozstajemy. – powiedział Neal. – No Saeyl, musisz zacząć żyć własnym życiem. Jesteś już dorosła a my starzy. Eleonora też nie może cię niańczyć całe życie. – tak więc pożegnałam się ze wszystkimi, ale kiedy Elea wtulała twarz w moje włosy, łzy skapywały z jej szklanych oczu, a ona sama powiedziała mi jeszcze przed odejściem. – Pamiętaj, kim jesteś, co potrafisz i kogo kochasz.
- A kim jestem? – spytałam.
- Moją przyjaciółką i siostrą zarazem.
- Siostrą? – Eleonora uśmiechnęła się do mnie.
- W naszych żyłach nie musi płynąć ta sama krew, wystarczy że duchem jesteśmy takie same.
- Dziękuję. – szepnęłam
- Nie ma za co siostrzyczko. – odszeptuję.
- Czas na nas. – powiedział Iluzjonista. – Niech muzyka nigdy nie gaśnie w twych uszach! – pożegnał się Neal.
- Żegnajcie. – po tych słowach odwróciłam się w swoją stronę i ruszyłam na zamek. Tam szukałam pracy w kuchni, lub jako służąca. Lecz kiedy minęłam bramę pałacową wzięto mnie tam za zaginioną księżniczkę. Nie zaprzeczałam. Do czasu aż okazało się że owa księżniczka miała poślubić tamtejszego księcia. Wtedy zaczęły się kłopoty.
- Ale ja naprawdę jestem tylko wędrowną śpiewaczką! – tłumaczyłam.
- Ależ, proszę Panienki, Panienka uderzyła się w głowę i na pewno nic nie pamięta. Spokojnie niech panienka odpoczywa niedługo sobie przypomni. – służąca tego zamku była przemiłą aczkolwiek, mało rozgarniętą osobą.
- Och! No oczywiście! Już sobie przypomniałam, możesz odejść, dziękuję. – służąca dokładając do ognia nagle zaprzestała tamtej czynności i spojrzała na mnie.
- Naprawdę?- spytała z zaskoczeniem.
- Tak już wszystko pamiętam. – musiałam się jakoś jej pozbyć potem już tylko przez okno na dziedziniec i…
- Noż to cudownie! Ja w takim razie biegnę do księcia! Może ślub się prędzej odbędzie?! – i wybiegła zostawiając mnie samą.
- No pięknie. Jeszcze tego mi brakowało. – szybko wyjrzałam przez okno. – Droga wolna. – szepnęłam do siebie. Schodziłam ostrożnie aczkolwiek w pośpiechu i to był mój błąd. Noga nie trafiając na gzyms pośliznęła się a ja upadłam na ziemie jak długa. Nie żeby było wysoko. Ja najzwyklej spadłam wprost pod nogi…
- Książę! Tutaj! Co za niespodzianka! – uśmiechnęłam się najpiękniej jak umiałam.
- Witaj. Roksano, mam rację?
- No właśnie, wasza wysokość bo to długa historia… ja wytłumaczę.
- Czy to długo potrwa? – książę uśmiechnął się szelmowsko.
- Nie, raczej… znaczy, tak, bardzo długo i…
- W takim razie zapraszam do mojej komnaty. Wszystko mi opowiesz…
- Saeyl, Wasza Miłość… - księciu opowiedziałam caaałą moją historię, od incydentu w Pałacu aż do tamtej chwili. Czemu aż tyle? Nie wiem. Książę słuchał, ja mówiłam i tak to się potoczyło…  Po tym jak mnie wysłuchał stałam się jego wychowanką, podopieczną. Po nie całym roku zostałam jego królową. Zabawne, ale czasem życie bywa bajką…
- Wasza Wysokość. – jeden ze służących ukłonił się nisko i wszedł głębiej do Sali.
- Tak? – spytałam przerywając opowieść. – dzieci idźcie się pobawić do ogrodu. – lokaj, poczekał aż dwójka chłopców wybiegnie radośnie na zewnątrz.
- Przybyła, jakaś kobieta i prosi o audiencję, twierdzi, że jest krewną Waszej Królewskiej Mości.
- A jak się nazywa? – moje serce zabiło mocniej.
- Eleonora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz