środa, 1 stycznia 2014

Po Igrzyskach - Dalsze losy dzieci Kattnis

Znalazłam go na strychu. Łuk dziadka z opowieści mojej mamy. Jest nie wielki, lekki i już trochę wysłużony, od trzymania w pniu. Nie powiedziałam o nim Jake’owi, i raczej mu nie powiem. Od razu wygadał by się tacie. Zamiast tego chodzę codziennie po szkole, do lasu za Łąką i tam ćwiczę strzelanie. Choć nie muszę polować, bo jedzenia nam nie brakuje i tak próbuję. Chciała bym być taka jak mama. Ona była w tym mistrzynią. Polowała bo musiała ale ja i tak chce być chociaż w połowie tak dobra jak ona. Wiem, że gdyby mama albo tato dowiedzieli by się o łuku od razu by mi zabronili. Już nawet słyszę jak mi tłumaczą, że to broń, a broń służy do zabijania.„ A to właśnie o zabijaniu chcemy zapomnieć i musimy pamiętać w sposób symboliczny”. Tak właśnie mi odpowiadali gdy pytałam dlaczego nam opowiadają o Igrzyskach ale zabraniają używać łuku. Nawet nie mogłam porozmawiać z babcią. Mieszkała w innej części Panem, a do nas nigdy nie przyjechała, nie rozumiem dlaczego. Była tylko jedna osoba, której mogłam powiedzieć.
- Wujku Haymitch!
- Tu jesteśmy! – wujek siedział na kanapie obok cioci, ze szklanką whisky.
- Cześć, ciociu Effie. Wujku możemy porozmawiać?

2 komentarze: