Znalazłam go na strychu. Łuk dziadka z opowieści mojej mamy.
Jest nie wielki, lekki i już trochę wysłużony, od trzymania w pniu. Nie
powiedziałam o nim Jake’owi, i raczej mu nie powiem. Od razu wygadał by się
tacie. Zamiast tego chodzę codziennie po szkole, do lasu za Łąką i tam ćwiczę
strzelanie. Choć nie muszę polować, bo jedzenia nam nie brakuje i tak próbuję.
Chciała bym być taka jak mama. Ona była w tym mistrzynią. Polowała bo musiała
ale ja i tak chce być chociaż w połowie tak dobra jak ona. Wiem, że gdyby mama
albo tato dowiedzieli by się o łuku od razu by mi zabronili. Już nawet słyszę
jak mi tłumaczą, że to broń, a broń służy do zabijania.„ A to właśnie o
zabijaniu chcemy zapomnieć i musimy pamiętać w sposób symboliczny”. Tak właśnie
mi odpowiadali gdy pytałam dlaczego nam opowiadają o Igrzyskach ale zabraniają
używać łuku. Nawet nie mogłam porozmawiać z babcią. Mieszkała w innej części
Panem, a do nas nigdy nie przyjechała, nie rozumiem dlaczego. Była tylko jedna
osoba, której mogłam powiedzieć.
- Wujku Haymitch!
- Tu jesteśmy! – wujek siedział na kanapie obok cioci, ze
szklanką whisky.
- Cześć, ciociu Effie. Wujku możemy porozmawiać?
Ciekawie napisane ;3
OdpowiedzUsuńObserwuję ^^
moje-kolorowe-zycie.blogspot.com
Pisz dłuższe rozdziały, ciekawe C;
OdpowiedzUsuń